#DzieciInspirują

Rodzice po godzinach

Jak to jest? Czy to my wychowujemy dzieci, czy one nas? Czy właściwie nie jest tak, że dzieci wyciągają z nas, rodziców, wszelkie bebechy na wierzch – uczucia (skrajne!), słabości i mocne strony?

Dzieci

Dzieci prowokują nas do zrewidowania siebie i swojego dotychczasowego życia. Lepiej, żeby ta rewizja nas nie zniszczyła, ale wywołała coś pozytywnego. Może akceptację siebie, chęć pracy nad sobą, albo chociażby rozpoczęcie poszukiwań, by zrozumieć siebie. Często dzieci wywracają nasz świat do góry nogami, zmieniają priorytety, podejście do ludzi i świata i sprawiają też, że często zastanawiamy się nad dotychczasową karierą i to nie zawsze w kontekście pieniędzy.

W wakacyjnym cyklu wywiadów i rozmów #DzieciInspirują, czyli Akcji Wywiadowczej Julki i Szpulki, poznacie rodziców, którzy zostali zainspirowani przez swoje dzieci do różnych, pozytywnych działań. Poprzez te rozmowy chcę pokazać, że pomimo trudów rodzicielstwa (a jest to syzyfowa niemalże praca, wyczerpująca fizycznie, a także psychicznie) nie jest ona bezcelowa i może służyć nie tyle dzieciom, ale także nam, rodzicom.

Mama

Osiem lat oczekiwania na dziecko zrobiło swoje. Moja wizja macierzyństwa, jak zapewne wielu innych matek, była zdecydowanie za bardzo wyidealizowania. Rzeczywistość łupnęła mnie w głowę z ogromną siłą. Nie miałam wcześniej styczności z małymi dziećmi i raczej tych kontaktów unikałam. Przy nich czułam się niezdarna i zakłopotana i chociaż uwielbiam dzieci, jednak niemowlaków nie brałam na ręce, bo nie bardzo wiedziałam, jak się z nimi obchodzić.

Przed narodzinami córki sporo czytałam na temat „obsługi noworodka” i wydawałoby się, że jestem całkiem nieźle przygotowana. Słuchałam rad rodziny i koleżanek. I co? I pstro! W realu jest inaczej niż w wyobraźni, książkach, czy filmach instruktażowych. Może niektóre mamy mają naturalne predyspozycje do zajmowania się nowonarodzonym dzieckiem. Ja jednak nie wiedziałam, za co i jak mam chwycić te moje pierwsze, drące się w wniebogłosy dziecię. Całe szczęście praktyka czyni mistrza. Z perspektywy czasu stwierdzam, że obsługa niemowlaka jest zdecydowanie prostsza niż zbuntowanego dwulatka. Z resztą potem też wcale lżej nie jest.

Gdy dochodzą do tego dodatkowe problemy, jak na przykład zaburzenia SI, niepełnosprawność, czy inne problemy rozwojowe, wysiłek wychowawczy rośnie wprost proporcjonalnie do spadku sił i cierpliwości rodzica. Tkwiłam w poważnym dołku przez pierwsze lata macierzyństwa, gdyż czułam, że sobie nie radzę jako matka. Co gorsza, nie przyszło mi nawet przez myśl, by szukać gdzieś pomocy. Miałam problemy z wychowaniem mojej wszędobylskiej, energicznej i upartej córki. Wtedy myślałam, że mam zwyczajnie przekichane.

Miałam też wrażenie, że otaczają mnie zewsząd krytyczne spojrzenia w sklepie, czy na placu zabaw, kiedy moje dziecko zupełnie mnie nie słuchało, próbowało łamać wszelkie zakazy i zasady. Czułam ogromny dyskomfort i do dziś nie wiem, czy ta wszechobecna krytyka naprawdę emanowała wokół mnie, czy tak mi się tylko zdawało i moja niemoc i gorycz zniekształcała rzeczywistość. Codzienne skargi wychowawczyń z przedszkola na córkę również mi nie pomagały. Czułam się beznadziejną matką. Jednak wtedy nie znałam powodów zachowania córki, a i mój system wartości był na zewnątrz, uzależniony od opinii innych. Na szczęście to się zmieniło.

Mama 2

Równolegle z narodzinami syna realizowaliśmy już diagnozę córki pod kątem zaburzeń integracji sensorycznej. Nie powiem, na początku miałam opory przez pójściem do psychologa, jednak sytuacja była dla mnie tak frustrująca i nie do zniesienia, że sprowokowała mnie do działania. Gdy diagnoza się potwierdziła, byłam przestraszona i załamana. Nie wiedziałam wtedy, co to oznacza i dlaczego tak się stało. Jak każdy rodzic w tej sytuacji, pytałam siebie, co takiego zrobiłam źle i dlaczego to spotkało akurat moje dziecko? Trwało to jednak krótko, bo skoro wykonaliśmy już pierwszy krok, należało zrobić kolejny – zdobyć wiedzę na temat zaburzeń SI i zacząć terapię. Z czasem przestałam zauważać krzywe spojrzenia, za to skoncentrowałam się na córce i jej terapii. Zmieniłam też podejście do swoich dzieci, do siebie i do ich wychowania.

Wraz z odkryciem i zrozumieniem problemu, pojawiła się empatia. Odważnie i otwarcie też mówiłam o zaburzeniach, jako o czymś naturalnym i niczym złym. Z resztą słowo „zaburzenie” wyrzuciliśmy z naszego słownika zastępując je urodą – urodą pracy mózgu. Podejrzenie o ADHD już nie zrobiło na mnie takiego wrażenia. Czułam, że mam w sobie siłę i odwagę, by wspierać moje dzieci i walczyć o wyrozumiałość dla ich zachowań i problemów, z jakimi muszą borykać się na co dzień. Przecież terapia nie trwa miesiąc ani rok, to długotrwały proces, więc przestałam się przejmować niezasadną krytyką, za to skupiłam się na współpracy z terapeutami i wychowawcami, by pomóc córce i synowi także, bo też jest sensorykiem, odkrywać świat i sprawić, by sobie w nim radzili.

Co więcej, poczułam odwagę i pewność siebie, że poradzę sobie, niezależnie od tego, co nas jeszcze spotka. Choć często bywa, że nie mam sił i jestem zmęczona zbyt wysoką energią moich dzieci, to się tym nie przejmuję, bo wiem, że to normalne, i że jako rodzic będę cały czas na sinusoidzie – raz na górce a raz w dołku, w zależności od mojego samopoczucia, zdrowia i zdarzeń. Już dawno przywykłam, że ta rodzicielska sinusoida życia ma dość wysoką amplitudę i częstotliwość.

Mama Julki

Wraz z rozpoczęciem terapii i związanymi z tym zmianami w naszym życiu narodziła się mama Julki. To trochę żartobliwe i trochę przewrotne, bo Julka to postać fikcyjna, a jednak traktuje ją jak trzecie dziecko, o które dbam i nieco wcześniej niż moje realne dzieci wypuszczam w świat.

Nie byłoby mamy Julki, blogerki i autorki książek „Julka i Szpulka”, gdyby nie moje dzieci. Nie miałabym tyle odwagi i determinacji, by rozpocząć tą przygodę. Dzięki dzieciom i ich „urodzie” nauczyłam się akceptować nie tylko je, ale też siebie. Dzięki moim dzieciom codziennie mam okazję do pracy nad sobą, swoimi emocjami (jestem dość wybuchowa) i słabościami (cierpliwość nie jest moją mocną stroną).

Postanowiłam też spełnić swoje marzenie i realizować się w tym, co lubiłam jako młoda dziewczyna, jeszcze na studiach. Marzyłam o pisaniu. Teraz to robię i to regularnie! Marzyłam o wydaniu własnej książki. I proszę, samodzielnie wydałam już dwie. Uwielbiam przeprowadzać wywiady, jeszcze podczas studiów dziennikarskich uznałam, że to mój ulubiony gatunek – realizuję to dzięki Akcjom Julki i Szpulki. Uwielbiam też pomagać innym – taką misję przyjęłam, by prowadzić bloga. Nie robiłabym tego, gdyby Dorka i Wini nie pojawili się w moim świecie.

Julka i Szpulka spaja też naszą rodzinę, bo praktycznie wszyscy w tej przygodzie uczestniczymy. Mąż wspiera mój biznes praktycznymi radami i ma pieczę nad finansową stroną projektu (bez niego byłby siwy dym! 😉 ), Dorka i Wini są pierwszymi czytelnikami każdej książki, razem ze mną oglądają pierwsze szkice nadesłane przez Daniela, ilustratora serii, razem tworzymy słuchowiska – slajdowiska Julki i Szpulki (Dora podkłada głos Julki i nie tylko). Czerpiemy razem z tego ogromną frajdę. No dobra, dzieciaki wolałaby, żeby mama nie pracowała i poświęcała im cały swój czas, ale dzięki Julce i Szpulce nauczyły się, że mama ma też swoje pasje i że potrzebuje czasu dla siebie. Mam nadzieję, że oboje szybko przejmą ten nawyk.

#DzieciInspirują

Rozmowy w ramach Akcji Wywiadowczej #DzieciInspirują będą pojawiały się przez całe wakacje. Będą w formie spisanych lub nagranych wywiadów z rodzicami, którzy zgodzili podzielić się swoją historią. Śledźcie nas na bieżąco, najlepiej przez NEWSLETTER.

PS. Jeśli też chcesz podzielić się swoją historią i tym, do czego zainspirowały Cię dzieci, napisz na kontakt@julkaszpulka.pl. Na pewno się odezwę!

PPS. Jeśli uważasz, że tą historią warto podzielić się z innymi możesz udostępnić ten wpis swoim znajomym lub rodzinie.

Podziel się:

Poprzedni wpis
Szpulka – maskotka
Następny wpis
Konkurs „Książka na wakacje” i wakacyjne zagadki Szpulki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Wymagane jest wypełnienie tego pola.
Wymagane jest wypełnienie tego pola.
Proszę wprowadzić prawidłowy adres e-mail.

Menu