Cześć, tu mama Julki! Jestem mamą, która postanowiła pisać książki.

Jak powstała książka

Pewnie zastanawiacie się skąd pomysł na napisanie i wydanie książki dla dzieci. Chciałabym powiedzieć, że był taki dzień, że stałam przy garach. Jedną ręką miksowałam zupę na krem, drugą trzymałam syna z dala od kuchenki, żeby się nie poparzył, a przy tym prowadziłam dyskusję z córką na temat tego, dlaczego motyl o pięknej nazwie mieniak tęczowiec żywi się kupami. Ot, typowa mama w domu z dziećmi. I nagle bach! Olśnienie. Wydam książkę dla dzieci.

Niestety, nic z tego. Było trochę inaczej. Ten proces był znacznie dłuższy i zaczął się na studiach.

Best-selery

Kierunek: polonistyka. Miejsce: Uniwersytet w Białymstoku (nie Uniwersytet Białostocki, bo skrót UB źle się kojarzył, tym bardziej, że budynek uniwerku jest Gmachem dawnego Domu Partii, więc jest UwB). Kilku wspaniałych studentów i moich znajomych postanowili założyć koło naukowe Fabryka Bestsellerów, które do dzisiaj, już jako stowarzyszenie, organizuje Festiwale Literackie. Niedawno odbył się jeden z nich – 11 Festiwal Literacki Zebrane. Właśnie ta sama grupa studentów postanowiła zorganizować pierwsze w Polsce Warsztaty Kreatywnego Pisania – pisania kryminałów. Miałam szczęście uczestniczyć w ich organizacji, jak i samych warsztatach.

Ale to był klimat! Jezioro Wigry w lutym, mroźna zima, śnieg, noclegi w eremach (zamieszkiwali je kiedyś mnisi) na terenie Pokamedulskiego Klasztoru w Wigrach na suwalszczyźnie. Byli tam fantastyczni uczestnicy, którzy dziś mają na swoim koncie rozmaite osiągnięcia w dziedzinie literatury i sztuki. Był też pisarz Irek Grin, który prowadził warsztaty i uczył pisania kryminałów. I byłam ja.

Podczas warsztatów napisałam jedną jedyną stronę swojego warsztatowego kryminału. Nie miałam pomysłu, co z nim zrobić dalej ani odwagi. Niemniej jednak, w tym, co napisałam, musiało coś być, skoro Irek Grin zapytał „Dlaczego nie piszesz?”. Te słowa dźwięczały w mojej głowie przez wiele lat. Pomysłów była setka, ale nadal nie było odwagi.

Warsztaty Kreatywnego Macierzyństwa

W międzyczasie, po studiach, pracowałam w różnych firmach, pozornie niezwiązanych z kierunkiem moich studiów. Tylko pozornie, bo umiejętność składnego pisania i prawidłowej komunikacji przydaje się w każdym zawodzie! (Właśnie tej umiejętności powinno się uczyć w szkole. Jak mówić i pisać, by precyzyjnie wyrażać swoje myśli i jak zostać zrozumianym. Swoją drogą to świetny pomysł, aby jakiś polonista stał się blogerem i zaczął uświadamiać w tej dziedzinie). Niemniej jednak praca w marketingu i handlu pozwoliła mi się poczuć pewniej i uwierzyć we własne umiejętności i możliwości. I dalej się uczę, bo przecież genialna nigdy nie byłam i nie jestem, większość ludzkich osiągnięć to po prostu praca. Tej pracy było dużo, było sporo wyjazdów i wreszcie przyszedł kluczowy moment tej historii – macierzyństwo. Stałam się mamą.

Ale to był klimat! Nieprzespane noce, nauka obsługi niemowlaka, nauka obsługi siebie w mikrosekundach wolnego czasu i porządkowanie na nowo swojego świata wywróconego do góry nogami.

Część tej historii już znacie. Bo to właśnie moje dzieci, w szczególności córka była inspiracją do powstania serii książek Julka i Szpulka oraz samej postaci Szpulki, czyli kłębka nerwów Julki. I tu właściwie jest początek – trochę przy garach, trochę przy rozmowach o motylach jedzących kupy, ale przede wszystkim podczas nocnych opowieści na dobranoc i podczas czesania włosów córki. Tak! Właśnie wtedy wyobraziłam sobie Szpulkę.

Musicie wiedzieć, że moja córka jako sensoryk (dziecko z zaburzeniami integracji sensorycznej) nienawidziła czesania włosów, ani w ogóle dotykania głowy. Teraz już jest zdecydowanie lepiej, ale mając 3-4 lata podczas czesania, czy mycia włosów darła się, jak obdzierana ze skóry. Do dziś się zastanawiam, jakim cudem sąsiedzi nie wezwali ani razu policji, słysząc wrzaski typu: „Zostaw mnie! To boli! Robisz mi krzywdę!”. To był horror dla mnie i dla niej. Wtedy właśnie wymyśliłam historię o wrednym kołtunie, który powstał na głowie pewnej dziewczynki, która nie chciała się czesać ani myć głowy. Kołtun był plątaniną nieuczesanych włosów, która miała oczy i rączki. Czy coś Wam to przypomina? Tak, to taki protoplasta Szpulki.

Była też inna historia. Bajka o kłębku nerwów, który pomagał pewnej dziewczynce w poradzeniu sobie ze złością, a była to dziewczynka bardzo wybuchowa. Kłębek zawsze starał się poznać jej problemy i wspólnie próbowali je rozwiązać.

Te dwie postaci ostatecznie zlały się w jedną. Wtedy we wrześniu 2019 roku, za radą przyjaciela – pisarza Alana Misiewicza otworzyłam laptop, usiadłam na krześle i zaczęłam pisać „Julkę i Szpulkę. Sprawę zaginięcia Lulu.”

Uznałam, że skoro mam już odwagę pisać, znajdę też odwagę, by wydać książkę samodzielnie. Nie zrobiłabym tego, gdyby nie Michał Szafrański i jego podcasty na temat self-publishingu.

To dopiero początek tej historii, jednak już teraz chciałam abyście poznali, jak to się wszystko zaczęło. Przecież też w tym uczestniczycie, prawie od samego początku, co mnie bardzo cieszy.  : )

Do usłyszenia!

mama Julki

PS. Wpadłam, jak matka w kłębki ; )

Podziel się:

Poprzedni wpis
Ta książka została przetestowana przez dzieci.
Następny wpis
Dziecko w telefonie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Wymagane jest wypełnienie tego pola.
Wymagane jest wypełnienie tego pola.
Proszę wprowadzić prawidłowy adres e-mail.

Menu