Menagerka ds. uważności i emocji, czyli Mamagerka

Rodzice po godzinach

Dawno, dawno temu, była sobie menagerka. W banku pracowała i bardzo wiele obowiązków miała. Lecz pewnego dnia pojawiły się dzieci, dwie córki, które sprawiły, że się zmieniła w… Przeczytajcie sami!

Dziś w ramach Akcji Wywiadowczej #DzieciInspirują Angelika, czyli Mamagerka. Mówi o sobie, że jest kurą domową, ale na wolnym wybiegu i w szpilkach. Rzuciła pracę w korpo na rzecz bycia blogerką i pisze na temat uważności, emocji, a także zdrowego życia.

Maja, mama Julki (i Szpulki) oraz dwóch realnych dzieciaków: Czym się zajmowałaś, zanim zostałaś mamą? 

Angelika, czyli Mamagerka i mama dwóch córek: Pracowałam w Banku jako Menagerka, zarządzałam pracą zespołów sprzedażowych na terenie województwa.

Czy Mamagerka to parafraza zawodu, który wykonywałaś wcześniej?

Tak, Mamagerka to mama na pełen etat, czyli project management w rodzinie. Z Menagerki stałam się Mamagerką. Jak wspomniałam, przez 10 lat pracowałam w banku i do moich zadań należało bardzo dużo czynności, między innymi brałam udział w całym procesie zatrudnienia nowych pracowników do swojego zespołu, musiałam umiejętnie stworzyć ogłoszenie o pracę. Każdego dnia byłam w gotowości, na stanowisku. Prowadziłam zebrania zespołu, a jednocześnie wciąż musiałam szkolić siebie. Czytałam bardzo dużo książek o stylach zarządzania, o metodach pracy z ludźmi, o motywowaniu, jeździłam też na szkolenia. Bycie menadżerem to trochę samotna droga. Masz pod sobą zespół, ale to Ty jesteś odpowiedzialna za nich i za ich wyniki. To Ciebie oceniają na podstawie Twojej pracy i na podstawie ich pracy. I w końcu, to właśnie Ciebie ze wszystkiego rozliczą. Czujesz się też samotny, bo panuje przekonanie, że nic nie robisz. Przecież tylko siedzisz i klikasz sobie w tą klawiaturę.

Brzmi znajomo? Jesteś mamą to zapewne już w tym opisie potrafisz się odnaleźć. Urlop macierzyński, siedzenie z dziećmi w domu, nic nierobienie, samo się robi, co Ty tam wiesz o wychowywaniu swoich dzieci? Widzę bardzo wiele podobieństw między tymi zadaniami, ale nie dlatego moja nazwa bloga tak właśnie brzmi, przynajmniej nie od tej negatywnej strony.

Kiedy już podjęłam decyzję o odejściu z korporacji czułam, że coś z opisu tego stanowiska już na zawsze zostanie ze mną. Zarządzałam ludźmi i ich pracą, organizowałam wiele zadań, które miały doprowadzić do sukcesu mojego zespołu. Byłam Menagerką. A kiedy urodziły się moje dzieci samoistnie zostałam Mamagerką. Mamą, która jest odpowiedzialna za działanie tej nowej instytucji – rodziny z dziećmi. Właśnie tego dnia wpadłam na tą nazwę i przez następne miesiące próbowałam się z nią zaprzyjaźnić. Po 5 latach prowadzenia bloga jestem mocno utwierdzona w tym, że istnieje ogromne powiązanie między menagerką a mamagerką.

Pojawiły się dzieci, zmieniłaś pracę i zmieniło się wszystko…

Powiedzieć, że wszystko, to jakby nic nie powiedzieć. Te pytania są dla mnie zawsze skomplikowane, bo ja i moje życie i poglądy ciągle się zmieniamy i muszę przyznać, że ja nie pamiętam już rozterek, z jakimi borykałam się jako świeżo upieczona mama. Trochę jak przez mgłę, bo nasze dzieci są już duże. Ja się po prostu nauczyłam patrzeć na zmianę bez negatywnego zabarwienia emocjonalnego. Zmiana to zmiana. A moje emocje nadają jej sens.

A właśnie! Skoro nawiązujesz do emocji. Kiedy pojawiły się dzieci, czy wtedy emocje zaczęły grać pierwsze skrzypce? Były bardziej intensywne, czy odwrotnie?

Od kiedy pojawiły się dzieci zaczęłam tym emocjom pozwalać na istnienie. Uczyłam się, że one są po coś i zakopywanie ich głęboko nie pomaga. Dlatego emocje są dla mnie ważne, bo na ich podstawie wiem, kim jestem i co przeżywam, nad czym warto się pochylić. Mam wrażenie, że emocje to moja instrukcja obsługi. : )

Zgadzam się z tym. Emocje zawsze coś nam przekazują. Jestem też ciekawa, czy macierzyństwo okazało się dla Ciebie dużym wyzwaniem?

Dzielę macierzyństwo, czy raczej rodzicielstwo, na dwa etapy. Etap pierwszy – to zaspokajanie głównie potrzeb fizycznych, z niewielkim natężeniem emocji dziecka, bardziej rodziców. Etap drugi, kiedy dzieci już w dużej mierze same zaspokajają swoje potrzeby fizyczne, a szala przewagi następuje na zaspokajanie ich potrzeb emocjonalnych. I ten etap jest dużo bardziej wymagający, bo czuję odpowiedzialność za wypuszczenie w świat człowieka, który będzie przygotowany przyjąć całe płynące z niego dobro i mierzyć się z trudami, jakie to życie niesie.

W jaki sposób zaspokajasz te potrzeby emocjonalne?

Każde dziecko potrzebuje innego zestawu „narzędzi”, ale to, co jest wspólne, to poświęcany mu czas i rozmowa. To tak, jakbym stawała przy dziecku i mówiła: „Jestem i mam” – jestem, bo daję Ci swoją uważność, czas i podzielę się narzędziami, żeby te emocje utulić. W tym celu dbam bardzo o swój dobrostan, praktykuję poranki uważności, o których dużo mówię na swoich social mediach.

Mówi się, że gdy w naszym życiu pojawiają się dzieci, nasze życie się zmienia o 180 stopni. Czy tak było i w Twoim przypadku?

Tak. I w zasadzie dzieje się tak każdego dnia. Nowe wyzwania sprawiają, że dziś nie jestem sobą z wczoraj, a jutro nie będę sobą z dzisiaj.

Brzmi jak poważne bujanie podczas sztormu, ale nie o rozchwianie tutaj chodzi, prawda?

Ciekawy wniosek : ) Dla mnie fakt, że każdego dnia się zmieniam świadczy raczej o świadomym przeżywaniu życia, o nauce z tego, co nas spotyka. Jutro będę innym człowiekiem, bo z dzisiejszego dnia wyciągam wnioski. A te wnioski sprawiają, że się uczę i rozwijam. Tak postrzegam zmianę – jako ciągły rozwój. I jest raczej przeciwieństwem sztormu i rozchwiania. Nauka przychodzi w ciszy i spokoju myśli.

Czy Twoje dzieci zainspirowały Cię do czegoś nowego, do działania, czy zmiany życia? A może znacząco wpłynęły na Ciebie?

Zdecydowanie do uważności, zwolnienia tempa i zachwytu nad niecodzienną codziennością. Nikt nigdy nie nauczył mnie tyle, co moje dzieci. Jestem im za to wdzięczna, bo mogę się rozwijać.

Uważność. To ważny temat dzisiaj. Czym jest dla Ciebie i Twoich dzieci?

Uważność to sprawianie, że coś staje się dla nas WAŻNE. To czas, który czemuś poświęcamy. To skupienie na jednym kroku, jednej rzeczy, jednej czynności.

Stworzyłaś też blog „Mamagerka”. Skąd pomysł na taki, a nie inny blog?

To był pomysł mojego męża. Ja nie miałam pojęcia czym są blogi, nie byłam internetowa. Na początek jednak był to tylko kanał kulinarny na YT, z czasem blog lifestylowy, a teraz jest to blog dla kobiet, które chcą się nauczyć uważności i spokojnego, prostego życia.

I wspierasz także innych rodziców. Jak znajdujesz na to czas i skąd masz na to motywację?

Taki wybrałam sobie cel, mogę powiedzieć, że to w sumie misja mojego bloga. Znajduję na to czas, bo to moja praca. Zarabiam na inspirowaniu innych mam do uważnego życia. Wiem, jaką masą informacji jesteśmy każdego dnia bombardowani i jak matki, kobiety są nieustannie oceniane. Chciałabym im pomóc zrozumieć, że mogą się z tego wypisać i nadać piękno swojej codzienności, z miłością do każdej emocji.

I udaje Cię się to! Jeszcze na koniec: Do czego dzieci inspirują Cię na co dzień?

Głównie do pracy nad emocjami. Ale też odkąd zostałam mamą zaczęłam się uczyć, jak mądrze komponować posiłki, jak zdrowiej żyć. Nie wiem kiedy i czy trafiłabym na tę drogę, gdyby nie moje córki.

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o porankach uważności, o tym, jak akceptować swoje emocje i nie bać się zmian, zapraszam na blog Angeliki https://mamagerka.pl/

PS. Jeśli rozmowa spodobała Ci się i uważasz, że jest wartościowa, udostępnij ją swoim znajomym. : )

Podziel się:

Poprzedni wpis
Odkryłam radość z bycia mamą
Następny wpis
#DzieciInspirują vol.1 raport

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Wymagane jest wypełnienie tego pola.
Wymagane jest wypełnienie tego pola.
Proszę wprowadzić prawidłowy adres e-mail.

Menu