Musisz poznać Daniela

[vc_acf field_group=”2522″ field_from_2522=”field_5f67acc991e40″ align=”center” el_class=”wpis-media”][vc_acf field_group=”2522″ field_from_2522=”field_5f67adc491e41″ align=”center” el_class=”wpis-media”]

Można powiedzieć, że to tata Julki. Gdyby nie Daniel, Julka nie miałaby rudych włosów, wesołych oczu i w ogóle nie moglibyście jej zobaczyć. Nie byłoby też tej wyjątkowej książki. Poznajcie zatem tatę Julki.

Poszukiwania

Kiedy zaczęłam zastanawiać się nad wyborem ilustratora, przeglądałam wszystkie książki, jakie stały na półce w pokoju dzieci. Decyzja nie była łatwa. Okazało się, że jest spory wybór ilustratorów, a brak doświadczenia w wydawaniu książek jeszcze bardziej utrudniał podjęcie decyzji.

Zdałam się jednak na intuicję. Stwierdziłam, że powinnam wybrać takiego ilustratora, którego styl po prostu podoba mi się najbardziej. Nie uwierzycie, ale po wystukaniu w wyszukiwarkę hasła „ilustracje dla dzieci” w pierwszej kolejności trafiłam na stronę Daniela i zachwyciłam się jego pracami.

Oczywiście szukałam dalej i wybrałam jeszcze trzech innych ilustratorów. Podczas wielu lat pracy w handlu wyrobił we mnie nawyk, aby zdobyć minimum trzy oferty. Potwierdzam, to dobry nawyk. Pozwala zweryfikować nie tyle zakres cenowy (nie zawsze powinien być najważniejszy), ale też zaangażowanie i styl pracy. Okazało się, że Daniel poza talentem artystycznym jest bardzo pragmatyczny i przede wszystkim słowny. Jestem przekonana, że wybrałam dobrze.

Wybór?

Ale hola, hola. Nie do końca było tak, że to ja miałam wybór. Daniel postawił warunek. Jako, że zgłosiłam się do niego jako self-publisherka (osoba właściwie nieznana, a powiedzmy sobie szczerze, ilustratorzy zdecydowanie wolą współpracować z wydawcami, bo to pod wieloma względami bezpieczniejsze) postawił jeden warunek. Musiał poznać tekst.

Każdy, kto kiedykolwiek napisał jakąś historię zna to uczucie strachu pomieszanego z ekscytacją w oczekiwaniu na ocenę swojego dzieła-dziecka. Na moje szczęście nie musiałam trwać w tym stanie długo. Daniel szybko odpowiada na maile. I tak oto rozpoczęła się nasza wspólna przygoda, która nadal trwa.

Zabawa

Muszę Ci powiedzieć, że etap tworzenia ilustracji przez Daniela jest najlepszym momentem w całym procesie tworzenia książki. Kiedy czekam na nowy szkic lub ilustrację, czuję się jak dziecko otwierające pierwszy gwiazdkowy prezent! Zabawa jest przednia! Zdarza się, że na bieżąco wymyślamy coś nowego. Tak było na przykład z pomysłem na ukrywanie tytułu kolejnego śledztwa Julki i Szpulki podczas prac nad „Sprawą zaginięcia Lulu”. Ta zabawa z czytelnikami stała się już tradycją. By utrudnić poszukiwanie tytułu kolejnej części, Daniel robi zmyłki ; ) Bardzo często też dodaje coś od siebie, jakieś małe zabawne elementy, żuczka z walizką, śmieszną rejestrację auta, coś co dodatkowo rozweseli Małych Czytelników.

Wspaniałe jest to, że razem z Danielem mamy dużą swobodę tworzenia, w zasadzie nikt nad nami „nie wisi” i nie mówi, co mamy robić lub czego nie robić. Czasami trafiają nam się gafy, ale kto ich nie popełnia? Ważne, że zabawa jest przednia, a Ty i Twój Mały Detektyw może w niej uczestniczyć.

Rezultaty naszej pracy możecie zobaczyć w „Sprawie zaginięcia Lulu”, a już niebawem w „Kościochrupku”.

Dziękuję Ilustracje Daniel Włodarski !

Jeśli chcesz przeczytać o tym, w jaki sposób wpadłam na pomysł stworzenia historii o Julce i Szpulce, przeczytaj poniższe wpisy:

Poród – fikcja, czyli narodziny Julki

Zupa

 

Podziel się:

Poprzedni wpis
Tej książki nie kupisz w księgarni
Następny wpis
Poród – fikcja, czyli narodziny Julki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Wymagane jest wypełnienie tego pola.
Wymagane jest wypełnienie tego pola.
Proszę wprowadzić prawidłowy adres email.