Poród – fikcja, czyli narodziny Julki

Julka nie urodziła się w szpitalu, skurczy porodowych nie było, ani parcia ani cesarki. Julka narodziła się po prostu w mojej głowie. Na początku była małym zlepkiem obrazów i pojedynczych słów w mojej wyobraźni, które potem ułożyły się w zdania, by potem zostać wstukane na dysk komputera. Ale ta historia zaczęła się dużo wcześniej.

Początek

Początek był gdzie indziej – w relacjach matki i córki – tej prawdziwej, długo oczekiwanej (aż 8 lat!) urodzonej w bólach porodowych. Wtedy rozpoczął się wyjątkowy czas w moim życiu. Czas pełen oczekiwania na pierwszy kontakt skóra do skóry, na pierwsze objęcie mojego kciuka małymi paluszkami, pierwszy uśmiech (to nic, że z powodu opicia się mlekiem matki), później pierwsze wspólne guganie, zabawy, pierwszy stały posiłek, pierwsze słowo (nic nie szkodzi, że tym słowem było stanowcze „nie”), pierwsze kroki i kolejne etapy, które z fascynacją obserwuje każdy rodzic.

Były też trudne momenty, pierwszy pobyt w szpitalu, napady złości i bunty, rzucanie wszystkim, gdzie popadnie, ryk co pięć minut z powodu „niewiadomojakiego”, pierwsze uderzenie matki w twarz (bardziej dla zabawy niż konkretnego powodu), a ja, jak każdy rodzic musiałam się zmierzyć z tym, czego nie pokazują w reklamach mleka następnego ani pieluch.

Droga

Szybko okazało się, że mam pod górkę. Nie miałam kompletnie na nic czasu, nawet na ugotowanie obiadu, czy spokojny prysznic. Córka rosła, była coraz bardziej samodzielna, a mimo to pochłaniała prawie cały mój czas. Była bardzo ruchliwa, szybko się nudziła, łatwo wpadała w złość i nie potrafiła nad sobą zapanować. „Musisz się lepiej zorganizować”. Słyszałam cud-porady. „Jak?” – myślałam zaciskając z wściekłości zęby. „Przecież uchodzę za osobę dość dobrze zorganizowaną, zawsze z jakimś planem.”

Tymczasem w chaosie i brudzie był dom i moja psychika. Okazało się, że nie bez przyczyny. Dzisiaj już wiem, że to zaburzenia SI i nadpobudliwość dawały w kość mojej córce, a jej zachowanie odbijało się na mnie.

Wkurzyłam się i postanowiłam, że muszę coś zrobić, bo inaczej zwariuję. Zaczęłam od siebie. Sięgnęłam po poradniki dotyczące wychowania dzieci i w moje ręce trafiła „Pozytywna Dyscyplina„.  Zrozumiałam, że moje podejście było niewłaściwe i że powinnam szukać rozwiązań w inny sposób niż dotychczas. Potem pojawiły się pierwsze obserwacje dziecka przez specjalistów, diagnozy, a potem terapie. Wszystko razem dało wspaniałe efekty.

Zrozumienie

Wtedy też zrozumiałam, że zachowanie mojego dziecka to nic innego, jak uroda pracy mózgu. Otworzyły się też nowe możliwości – zrozumienie przyczyny zachowania córki sprawiło, że zaczęłam szukać innych, kreatywnych rozwiązań. Szybko okazało się, że wymyślane przeze mnie historie, zabawne wierszyki (często zupełnie nie do rymu) pozwoliły oswoić buzujące w moim dziecku emocje i poszukiwać rozwiązań w sposób pokojowy, bez narzucania, złości i irytacji. Kreatywność przy wychowywaniu dziecka jest bezcenna!

Nie zawsze jest słodko, a raczej często bywa trudno, niemniej jednak z tyłu głowy mam, że to nasze predyspozycje, temperament i doświadczenia dyktują nasze zachowania, że to normalne, że ktoś ma gorszy dzień, że dzieci też mają prawo do uczuć i odmiennego zdania. Czasami uciekam na spacer z psem, żeby nie polec w tym wariatkowie, zwanym rodziną. Walczę też o przestrzeń dla siebie. Bez tego, trudno by było o równowagę.

Narodziny

Historia o Julce i Szpulce narodziła się podczas jednej z wielu opowieści na dobranoc, po wyjątkowo ciężkim dniu i wyjątkowo paskudnym napadzie złości mojej córki.  Wieczorem, gdy emocje już opadły wpadłam na pomysł, w jaki sposób pokazać swojemu dziecku złość. Opowiedziałam wtedy o pewnej dziewczynce i o tym, jak sobie radziła z tym uczuciem. Pewnego razu, kiedy była zła, pojawiła się czarna nitka, którą dziewczynka wzięła w rękę i zaczęła zwijać ją w kulkę. Nitka była złością dziewczynki. Gdy zwijała ją w kłębek, powoli zapominała o złości, bo tak koncentrowała się na samej czynności. Od tej nitki doszliśmy do kłębka, kłębka nerwów. Tak narodził się pomysł na Szpulkę, ktróra symbolizuje oswojone emocje dziecka.

To był początek tej historii. Historii o szacunku do własnych uczuć, a także do dziecka takim, jakim jest ze wszystkimi wadami i zaletami, temperamentem, zdolnościami i ograniczeniami. Historii o zrozumieniu emocji i próbami radzenia sobie z nimi, na swój, własny sposób.

Mam nadzieję, że przygody Julki i Szpulki przydadzą się także Tobie i Twojemu dziecku. Jestem przekonana, że kiedy Twoje dziecko zaprzyjaźni się ze swoimi emocjami, lepiej zrozumie siebie, a wtedy będziecie mogli wspólnie poszukiwać rozwiązań Waszych codziennych i niecodziennych problemów i budować pełne szacunku i wyrozumiałości relacje.

Jeśli chcesz dowiedzieć się, dlaczego tworzę książki dla dzieci oraz blog dla rodziców koniecznie przeczytaj:

Zupa

Manifest

Jeśli uważasz, że to co robię jest wartościowe i potrzebne, podziel się tym wpisem ze znajomymi. 🙂

Podziel się:

Poprzedni wpis
Musisz poznać Daniela
Następny wpis
Ta książka została przetestowana przez dzieci.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Wymagane jest wypełnienie tego pola.
Wymagane jest wypełnienie tego pola.
Proszę wprowadzić prawidłowy adres e-mail.

Menu