Nie jestem tylko mamą. Jestem też Alicją.

#DzieciInspirują to nowa Akcja Wywiadowcza Julki i Szpulki. To cykl wywiadów z rodzicami, których dzieci zainspirowały do … no właśnie, jak się okazuje dzieci mogą inspirować do różnych rzeczy – zmiany podejścia do życia, zrealizowania dawnych marzeń, zmiany ścieżki zawodowej, zrobienia czegoś, czego nigdy nie robili. Poprzez rozmowy z innymi rodzicami chcę pokazać, że pomimo trudów rodzicielstwa, są i pozytywne aspekty, a może właśnie gdyby nie dzieci, to nie mielibyśmy odwagi czegoś zrobić?

______________________________________

Alicja, mama Olka i Olgi, twórczyni marki Alutkowo, edukacyjnych i ekologicznych zabawek dla dzieci. Po pojawieniu się córki nadszedł czas na zmiany w jej życiu – zmieniła pracę i wraz z rozwojem córeczki rozwijała się w niej kreatywność. Posłuchajcie.

Maja, mama Julki i dwóch realnych dzieciaków: Czym się zajmowałaś, zanim zostałaś mamą? 

Alicja, mama Olka i Olgi: Jestem mamą już od ponad dziesięciu lat. Gdy urodziłam syna, byłam świeżo po studiach. Tak się złożyło, że nie pracowałam w zawodzie (z wykształcenia jestem nauczycielką języka polskiego) i gdy synek podrósł zaczęłam pomagać w firmie teścia. Przepracowałam tam prawie dziesięć lat. Gdy udało nam się w końcu doczekać drugiego dziecka, nie wróciłam już do pracy. Czułam, że chcę w życiu robić coś innego niż bycie spedytorką w firmie transportowej. Do tego pracowałam biurko w biurko z mężem. Praktycznie przebywaliśmy ze sobą 24 godziny na dobę, a to nie było dobre dla budowania relacji, ponieważ często przenosiliśmy pracę do domu.

Pojawienie się na świecie córeczki Olgi uruchomiło całą lawinę zmian. Na nowo, po prawie 8 latach, cieszyłam się macierzyństwem. Czułam również, że to jest mój czas. Od zawsze byłam kreatywna. W czasach studiów zajmowałam się wyrobem biżuterii i bardzo to lubiłam. Wraz z rozwojem córci, rosły we mnie coraz bardziej kreatywne pomysły i chęć rozwoju. To tak, jakby po tych wielu latach marazmu, wszystko się skumulowało i teraz miało wybuchnąć.

Co się wtedy zmieniło?

Sama nie wiem dlaczego stłamsiłam w sobie ten kreatywny potencjał. Myślę, że jestem teraz bardziej dojrzała, świadoma tego, co chcę robić, świadoma potrzeby zadbania o swoje pasje. Zaczęłam bardziej walczyć o siebie, jeśli wiesz, co mam na myśli. Nagle dotarło do mnie: „Halo! Co z twoimi marzeniami? Co z Tobą? Przecież nie jesteś tylko mamą, żoną, jesteś też Alicją”. I nagle zmieniło się wszystko.

Poznałam wiele wspaniałych osób, które pomogły mi uwierzyć w siebie. Zapisałam się na jeden kurs, potem drugi, zgłosiłam się jako ochotniczka do pewnych badań nad nieśmiałością. Zaczęłam pracować nad sobą i sposobem patrzenia na siebie i poczułam, że nabrałam wiatru w skrzydła, że to jest to, idę dobrą drogą.

Czy macierzyństwo okazało się dużym wyzwaniem?

Ogromnym, ogromniastym aż do nieba – jak mawia moja Olga. To codzienne wyzwania, codzienne stawianie czoła problemom drobnym aż po te cięższego kalibru. Syn wkracza w fazę dojrzewania, zachodzą w nim ogromne zmiany – każdego dnia na nowo uczymy się razem funkcjonować. Bo ja wciąż widzę w nim mojego malutkiego synka, a on czuje się już taki dorosły. Są zgrzyty, jest obrażanie, bunt, ale oczywiście jest mnóstwo ciepła, miłości i dobrych chwil. Córka z kolei to nasza mała terrorystka, to mała Lwica, która walczy z wszystkim i wszystkimi, by zawsze było tak, jak ona sobie wymyśli.

Zdarzają się momenty, kiedy mam ochotę spakować walizkę, zawieźć dzieci do rodziców lub teściów i zniknąć na weekend samotnie gdzieś w głuszy, ale przypominam sobie od razu dzień, gdy syn rzeczywiście był kilka dni na wakacjach u kuzyna. Córka nie wróciła do domu od babci o stałej porze, bo świetnie się bawiła z kuzynkami. Mąż był jeszcze w pracy. A mnie nie cieszył nawet czas na czytanie… a kocham czytać. I poczułam się taka samotna. To było tak okropne uczucie osamotnienia w tamtym momencie… Nie wiem, jak sobie poradzę, gdy dzieci dorosną i wyfruną z gniazda. Macierzyństwo zdecydowanie jest najpiękniejszym z wyzwań i przygód, jakie dane jest mi przeżyć.

Czyli Twoje życie zmieniło się o 180 stopni.

Tak, zmieniło się sporo i to w różnych aspektach. Zmieniłam się psychicznie, zmieniło się moje ciało, zmieniły się relacje w małżeństwie. Przeprowadziliśmy się do własnego domu, a w centrum naszego wszechświata stanął mały człowiek, którego musimy wychować, nauczyć tak wielu rzeczy, zadbać o niego i jego potrzeby. Myślę, że macierzyństwo zawsze i absolutnie każdemu wywraca świat do góry nogami w mniejszym lub większym stopniu.

Największy wpływ miało na mnie pojawienie się na świecie mojego drugiego dziecka. Olga zawitała w naszym świecie wtedy, gdy straciliśmy wiarę na ponowne macierzyństwo. Zawsze marzyła nam się trójka dzieci. Ale życie pisze różne scenariusze. I choć kochamy syna całym sercem, bardzo chcieliśmy dać mu rodzeństwo. I po prawie 8 latach niespodziewanie, gdy już pogodziłam się z myślą, że mój synek będzie jedynakiem, okazało się, że jednak będzie brat lub siostra. I jest siostra, jego oczko w głowie. Rozczulam się, gdy widzę jak wielką darzą się miłością.

Ale wracając do pytania. Tak, moje dzieci stały się motorem napędowym zmian, jakie nastąpiły w moim życiu. Pojawiła się nie tylko chęć samej dla siebie wyjść z błędnego koła szarej ścieżki życia, ale pokazaniu dzieciom w praktyce, że warto robić w życiu coś, co się kocha. Bo można tłumaczyć i mówić pustymi frazesami: podążaj za marzeniami, rób w życiu to, co kochasz. Ale dlaczego nie pokazać dzieciom tego na własnym przykładzie?

Zdecydowanie lepiej pokazywać, niż tylko mówić. Prowadzisz bloga i tworzysz zabawki dla dzieci pod marką Alutkowo. Stworzyłaś tą markę zapewne po tym, jak pojawiła się w Waszym życiu Olga. Opowiedz, jak to się zaczęło?

Mam listę, a w sumie zeszyt, w którym zapisuję już od dawna swoje marzenia, małe i duże… Jakoś niespecjalnie pozycje z listy były wykreślane jako zrealizowane. Gdy już ruszyła lawina zmian, zaczęłam wszystko ze sobą łączyć. Oczywiście iskierką powodującą zapłon były dzieci, zwłaszcza córka. Ale to właśnie przeglądając zeszyt marzeń dotarło do mnie, jak bardzo one są tylko w tej wirtualnej sferze.

Najpierw były zabawki, a w sumie pierwsze były książeczki manipulacyjne szyte ręcznie bez użycia maszyny. Ale wciąż czegoś mi brakowało. Córeczka się rozwijała, zrobiłam pierwszą drewnianą zabawkę, drugą, potem kolejne dla siostry, szwagierki i ich znajomych. Machina ruszyła, a ja poczułam, że to jest to.

Nigdy nie byłam zwolenniczką grających, świecących i przebodźcowujących zabawek. Może dlatego, że jestem wrażliwa na dźwięki, córcia zresztą też nie lubi hałasu. Do tego doszła myśl o tonach plastiku, który zalewa naszą planetę. Chciałam połączyć zabawę z nauką i jeszcze myślą eko. Chciałam stworzyć zabawki, które będzie można wykorzystać na kilka sposobów, które będą z dzieckiem dłuższy czas, będą pomagały w rozwoju. Gdy pojawiły się zabawki i sklep internetowy, usłyszałam od specjalistów od pozycjonowania: „musisz mieć blog”. W sumie, dlaczego nie? Własny blog jest przecież na liście marzeń. To mi uświadomiło jak łatwo pewne trybiki połączyć w całość.

Cieszę się, że Twoje trybiki marzeń się połączyły. Na pewno nie jest łatwo pogodzić własny biznes z etatem mamy. Jak znajdujesz na to czas i skąd masz na to motywację?

Aktualnie pracuję w czasie, kiedy teściowa może zaopiekować się córcią i w godzinach nocnych. Od września zaczynamy przedszkole, a syn wróci do szkoły i będę mogła pracować w godzinach ich nauki. Praca w nocy pewnie się nie skończy, bo jest tego tyle, że na dobrą sprawę przydałby się ktoś do pomocy.

Pomogła mi już teraz mała optymalizacja pracy: zlecenie wydruku kart drukarni i znalezienie pomocy w wycinaniu drewnianych elementów, specjalista od administrowania strony www, zlecanie zdjęć produktowych zaprzyjaźnionej fotografce. Przydałby mi się jeszcze ktoś do malowania i pakowania przesyłek, ale nie od razu Rzym zbudowano.

Kluczem jest plan pracy. Wszystko rozpisuję na dni, tygodnie i miesiące. Jest ciężko, bo na proces budowania swojej marki, firmy od podstaw składa się tak wiele elementów. Do tego nie pomagają słowa najbliższych osób: mogłaś pójść na etat, byłoby prościej. Zdarzało mi się też usłyszeć: ktoś to kupuje? Do tego czasami pojawia się jakiś error – zachoruje dziecko i cały skrzętnie ułożony plan upada jak domek z kart.

W takie ciężkie dni największego kopa do dalszego działania otrzymuję od mojej przyjaciółki Anety. Co zabawne, ona również tworzy zabawki edukacyjne i na dobrą sprawę jesteśmy konkurencją. Nie jest różowo, jest sporo łez z bezsilności. Pojawiają się chwile zwątpienia: a może to wszystko rzucić… Na szczęście uparta ze mnie kobieta i jak już te łzy ulecą, podnoszę głowę i działam dalej, bo jak brzmi moje ulubione motto: samo się nie zrobi.

Rozumiem, o czym mówisz. Nie bez powodu mówi się, że o marzenia trzeba walczyć. Trzymam za Ciebie kciuki. Na koniec jeszcze jedno pytanie, które zadaję wszystkim rodzicom. Czy dzieci inspirują Cię na co dzień?

Inspirują mnie nieustannie do działania, by wstać i stawiać czoła przeszkodom, by się nie poddawać. Dzięki moim dzieciom wpadam na pomysły na swoje zabawki. To one pokazują mi, jak łatwo cieszyć się z najdrobniejszych rzeczy czy spraw, które spotykają nas każdego dnia. One wciąż przypominają mi, że warto w życiu zwolnić i po prostu być.

To, co tworzy Alicja znajdziesz na: https://alutkowo.com/

PS. Jeśli rozmowa w ramach #DzieciInspirują była dla Ciebie ciekawa lub inspirująca, podziel się komentarzem lub udostępnij ją swoim znajomym : )

Podziel się:

Poprzedni wpis
#DzieciInspirują – Kasia z Wyspy Treści
Następny wpis
Wyzwanie „mama” – rozmowa z Anią Przybylską

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Wymagane jest wypełnienie tego pola.
Wymagane jest wypełnienie tego pola.
Proszę wprowadzić prawidłowy adres e-mail.

Menu