Odkurzony perfekcjonizm

Czy denerwujesz się, kiedy widzisz bałagan w domu lub gdy Twoje dziecko wyleje dopiero co nalany sok? Czy wkurza Cię ciągłe pranie brudnych ubrań i to, że nieustannie latasz po mieszkaniu na przemian z miotłą, odkurzaczem i mopem? Nie możesz patrzeć na zabłoconą podłogę i stos nieuprasowanych ubrań? W takim razie koniecznie przeczytaj ten artykuł!

Czystość ≠ perfekcjonizm

Nie twierdzę, że masz obrastać brudem ani, że kurz ma się piętrzyć na półkach, a śmieci regularnie wysypywać z kosza (chociaż przy małych dzieciach często się to zdarza). Ważne, że posprzątasz w dogodnym dla siebie momencie albo zrobi to ktoś za Ciebie, jeśli korzystasz z takiej pomocy. To żaden wstyd, jeśli nie zrobisz tego od razu!

Sama jestem perfekcjonistką, tyle że przełamaną albo raczej złamaną – przez dzieci. Musiałam nauczyć się żyć w niedostatecznym porządku, z rzeczami nie zawsze na miejscu. Musiałam wypracować kompromis między moim dążeniem do idealnego porządku w domu a zdrowiem psychicznym moim  i mojej rodziny. W przeciwnym razie byłabym ciągle sfrustrowana bałaganem. Zazwyczaj, przy dwójce ruchliwych dzieci, nie da się ogarnąć wszystkiego idealnie. Jest zatem czysto, gdzieniegdzie brudno i to „gdzieniegdzie” czeka grzecznie na posprzątanie. Bez spinki, irytacji i frustracji.

Brud jest zabawny

Dzieciaki kochają się brudzić. I bardzo dobrze, bo brud jest zabawny. Dziecko z rękami upaćkanymi w farbie, z modeliną za paznokciami, z plamami na ubraniach po wspólnym gotowaniu, z piaskiem we włosach, czy z błotem na twarzy są SZCZĘŚLIWE i dobodźcowane.

Dziś wiele dzieci ma problem z emocjami, ma zaburzenia integracji sensorycznej lub inne, nazwijmy to, „przypadłości”. Ten problem będzie narastał, ku zgrozie zarówno rodziców, jak i wychowawców, bo to oni najczęściej muszą te skrajne emocje dzieci znosić i sobie z nimi radzić. Coraz mniej przedszkoli posiada duży plac zabaw, a dzieci coraz mniej przebywają na zewnątrz. To główna, choć nie jedyna przyczyna problemów z integracją sensoryczną.

Ponadto pandemia nie sprzyja różnorodnej aktywności, a nic tak pozytywnie nie wpływa na rozwój, jak aktywność fizyczna. Dlatego pozwalam moim dzieciom skakać na kanapie (wiem, to ryzykowane, jednak nie mam trampoliny na co dzień), robimy tory przeszkód w salonie z krzeseł, poduszek i innych przedmiotów, a na spacerach pozwalam im się uwalić w błocie po pompon od czapki. Jest potem masa prania i sprzątania, ale…

Bez bałaganu nie ma porządków

Dzieci nie nauczą się sprzątania, jeśli nie będą bałaganić, brudzić, rozchlapywać, rozsypywać i kruszyć. Tylko Twoja w tym rola, rodzicu drogi, byś pokazał jak to zrobić i pozwolił dziecku na samodzielność. Lepiej niech posprząta tak, jak umie, niż wcale. Nie musi być perfekcyjnie. Może zrobić to nieporadnie i niezbyt dokładnie, ale jednak SAMODZIELNIE.  „Acha, już widzę jak piorą te zabłocone łachy” –  pewnie sobie pomyślisz. Rzeczywiście, nie upiorą, ale mogą wrzucić brudne ciuchy do pralki i nastawić odpowiedni program prania.

Gdy dziecko rozsypie płatki kukurydziane na podłogę, może razem z rodzicem je zamieść lub spróbować samodzielnie odkurzyć. Gdy rozleje sok lub wodę, może samo wytrzeć – tak, jak potrafi. W ten sposób ukształtujesz dobre nawyki i pewnego dnia doczekasz się tego cudownego momentu, kiedy dziecko samo po sobie posprząta bez upominania ani przypominania.

Perfekcjonizm nie sprzyja wychowaniu dzieci, bo dzieci nie są perfekcjonistami, a my dorośli musimy się do nich nieco dostosować. Dlatego pewnego dnia perfekcjonizm wciągnęłam odkurzaczem i się go pozbyłam.

To nie jest książka dla perfekcjonistów

Podobną zasadą kierowałam się podczas tworzenia książki. Chociaż „Julkę i Szpulkę. Sprawę zaginięcia Lulu” starałam się wydać w jak najlepszej jakości, to nie jest to książka dla perfekcjonistów, bo można w niej rysować i przyklejać nalepki. Raczej w książkach się tego nie robi.

Przyjęte jest, że książki trzeba szanować, nie wolno ich niszczyć i tego uczymy dzieci. I słusznie! Jednak dziecko od czasu do czasu potrzebuje zachęty, szczególnie gdy nie lubi czytać. Poza tym ciągłe zakazy zniechęcają dzieci do lektury, a dziecko jest ciekawskie, chce mocniej pociągnąć za kartkę, ale rodzic zabrania w obawie, że kartka się porwie. Chętnie dorysowałoby coś na kartach książki, bo tak podpowiada mu dziecięca kreatywność, ale nie można. W zasadzie nic z książką nie można zrobić, tylko siedzieć i słuchać i czasami odpowiednio delikatnie ją kartkować. Trochę nudne, jak na kilkulatka.

Gdy w moje ręce trafiła książka Harve’a Tullet’a „Nacisnij mnie”, gdzie treści jest mało, za to z książką można robić prawie wszystko, „To jest to!” – stwierdziłam. Dzieci potrzebują interakcji, zabawy z książką nie tylko poprzez słuchanie jej. Dlatego „Julka i Szpulka” jest książką, w której dziecko może swobodnie kartkować kartki w poszukiwaniu tropów, wskazywać szczegóły na ilustracjach, może w niej narysować portret pamięciowy, czy przyklejać naklejki – może książkę słuchać i jednocześnie się nią bawić. Dzięki temu Mały Czytelnik, bardziej angażuje się w historię i chętniej ją czyta. A do tego jest w posiadaniu oryginalnej, stworzonej trochę przez siebie książki.

Gdy słyszę lub czytam opinie rodziców, w której stwierdzają, że ich dziecko nie chce czytać książek, a przez swoją aktywizującą formę „Julkę i Szpulkę” przeczytało i to kilka razy, myślę sobie – „O to właśnie chodziło!” i mam banana na buzi przez cały dzień albo i dłużej.

Rozumiem też, że nie każdy akceptuje taką formę. Może bać się, że rysowanie po książkach wejdzie dziecku w nawyk – dzieci są przecież różne, dlatego zawsze jest możliwość narysowania portretu na oddzielnej kartce i włożenia go do książki.

Wasz wybór Duzi Detektyw, chociaż życzę Wam byście nie byli zbyt perfekcyjni.

Poleca mama Julki

Fot. Senjuti KunduUnsplash

A jak jest u Was? Odkurzyliście perfekcjonizm?

Jeśli podobał Ci się ten artykuł podziel się nim ze swoimi znajomymi i udostępnij. Będzie mi bardzo miło J

Jeśli chcesz zostawić swoją opinię na temat wpisu, napisz komentarz lub wyślij mail na kontakt@julkaszpulka.pl

Portret pamięciowy do wydrukowania i włożenia do książki znajdziesz TUTAJ.

Podziel się:

Poprzedni wpis
Zabawa w „Puszczanie farby”
Następny wpis
Zagadki Szpulki

2 Komentarze.

  • Książę Harve’a Tullet’a „Nacisnij mnie” i podobne znamy i cenimy. Córka lubi czytać ale jest wymagająca. Byle czego nie da jej się wcisnąć. Ale ze sprzątaniem gorzej. Z rozlaniem lub rozsypaniem daje sobie radę ale wszystko inne przecież może się przydać; papierek po cukierku, patyczek do lizaka, itp. No i te brudne skarpetki wciśnięte pod łóżko! No ale czy im tam jest źle, w towarzystwie klocków i innych ciekawych rzeczy?
    Kiedyś chciałam „ogarnąć” jej plecak do szkoły. Czego tam nie było?! Skapitulowałam podczas próby sensownej segregacji. Rezultat? Następnego dnia jako jedyna w klasie NIE dostała jedynki za brak materiałów na plastykę! Od tej pory: Zuzi plecak- Zuzi sprawa!

  • julkaszpulka
    17 stycznia 2021 08:06

    Czyli jednak artystyczny nieład się przydaje. 🙂 U nas w szufladzie w biurku też jest dużo takich „przydasiów”, które wydają się bezużyteczna, dzieci jednak widzą to inaczej. Swoją drogą to mistrzowie recyklingu 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Wymagane jest wypełnienie tego pola.
Wymagane jest wypełnienie tego pola.
Proszę wprowadzić prawidłowy adres e-mail.

Menu