Szufladki należy palić na stosie

Rodzice po godzinach

Nie chcę niszczyć mebli. Szuflady są przydatne, szczególnie w garderobie czy komodzie. Po prostu nie lubię szufladkowania. Założenia z góry, przesądy i osądy, segregacja na podstawie pobieżnego oglądu, czy pojedynczego zachowania działa na mnie jak płachta na byka.

Nie jestem pewna, czy to macierzyństwo wywołało we mnie taką reakcję, czy przeprowadzka do innego miasta i zobaczenie świata trochę inaczej i bardziej własnymi oczami? A może po prostu jestem starsza i dojrzalsza? Jedno jest pewne – nienawidzę szufladkowania ludzi, ani małych ani dużych. Najbardziej chyba dlatego, że jako matka wpadłam od razu, z marszu i bez ostrzeżenia, do kilku szufladek na raz.

Szufladka nr 1 – matka karmiąca się obnażająca

To nic, że karmienie piersią odbywało się w zacisznym miejscu, z dala od ludzkich spojrzeń, z piersią przesłoniętą pieluchą. Karmi w parku czy restauracji – obnaża się. Pomimo, że w restauracjach przed zajęciem stolika zawsze pytałam, czy jest możliwość karmienia dziecka. Jeśli jedyną propozycją dostępnego miejsca była toaleta, po prostu stamtąd wychodziłam. Nie myślcie, że się szlajałam często z maluchem po knajpach, po prostu w wakacje zdarzało się od czasu do czasu gdzieś wyjść. Często jednak takie wypady wywoływały u mnie stres i skrępowanie.

Niczym seryjny morderca przygotowywałam się do jak najrzetelniejszego popełnienia zbrodni, żeby wszystkie ślady zostały zatarte. Dwie tetry na wszelki wypadek, jakby jedną porwał wiatr? SĄ! Butelka z mlekiem (chociaż było pewne, że maluch nie tknie, ale co tam, warto próbować)? JEST! Odpowiednia bluzka, co by nic przypadkiem nie okazało światła dziennego? JEST! I na wszelki wypadek jeszcze jedna tetra. Jeszcze woda, co by się nawodnić i mleko mieć i GOTOWE.!

Niby nikt nic nie mówi, ani nawet nie mruknie, część po prostu kulturalnie odwraca głowę lub udaje, że nie widzi (chwała im za to, bo przecież to żadna sensacja, taka matka karmiąca), jednak wystarczą krytyczne spojrzenia, by wywołać stres lub zepsuć matce humor. „A kij Wam w oko!” – przeklinałam w myślach, gdy karmiłam piersią dziecko na ławce w parku. Jak się okazuje od gapienia się mleko nie kwaśnieje.

Szufladka nr 2 – matka nieradząca sobie z dzieckiem

Sytuacja bardzo powszechna. Małe dziecko w sklepie wyje i krzyczy z powodu „niewiadomojakiego” (ani matka ani nikt inny jeszcze o tym nie wie, że wrażliwy na wszelkie bodźce sensoryk łatwo się męczy światłem, hałasem i chaosem panującym w sklepie). I wtedy dopiero się zaczyna.

Odwracanie głowy z miną „What the hell?”. „Żebyś wiedział, że hell” – myślę w odpowiedzi. Krytyczne spojrzenia mówiące „Jak mogłaś doprowadzić do takiej sytuacji?”, „Oj matka, nie radzisz sobie”, „Lepiej wzięłabyś się za to dziecko!”. Przekleństwo ciśnie mi się przez zęby w myślach. Jestem wkurzona na maksa, na swoją niemoc w stosunku do dziecka i niemoc do gapiów. Niestety, pomimo najlepszych intencji, zagadywanie typu „A czemu ta dziecinka tak płacze?”, po przejściu już tak dużej fali krytyki nie pomaga.

Nie pozostaje nic innego, jak zostawić zakupy gdzieś między półkami, wziąć wyjące dziecko na ręce i po prostu wyjść ze sklepu. Po drodze poprosić kasjerkę o przechowanie zakupów i zadeklarowanie, że jeśli po nie nie wrócę za 30 minut, to znaczy, że już nie wrócę i trzeba rozpakować towar z powrotem. Całe szczęście kasjerki bywają bardziej wyrozumiałe.

Szufladka nr 3 – matka idealna

„Jak to nie wyrabiasz?” A jest jakaś matka, co wyrabia? Chyba, że ciasto na pierogi i to najlepiej z kapustą i grzybami, ale bez grzybów. Matka powinna być wzorem dla swych dzieci. Być dla nich dostępna, schludnie ubrana (a nie ciągle w tym samym dresie od trzech dni), powinna zadbać o  siebie, znaleźć czas na sport, edukować dziecko w wielu dziedzinach, aby od rówieśników nie odstawało, zgłębić tajniki mądrego wychowania, żeby potomstwo dobrze się rozwijało i nie miało kompleksów (ciekawe, jaki matematyk to obliczył), a przy tym utrzymywać porządek w domu: prać, gotować, gile wycierać. Zastanawiacie się, kto na nas, matkach, to wymusza? Wszystkowiedzący nos wtrącający. Ludzie lubią się wymądrzać i krytykować. Każdy przecież wie lepiej, co dla mnie dobre, co powinnam robić, a czego nie robić. Potkniesz, zaraz Ci wypomną. Radzisz sobie, to coś znajdą.

Błędne koło

Nienawidzę szufladek. Łatwiej jest krytykować niż zrozumieć. Lepiej założyć niż dociekać prawdy. Wszystko to się bierze z braku akceptacji… siebie. Krytykanctwo ma źródło w zewnętrznym systemie wartości, w uzależnieniu od opinii innych, porównywaniu się z innymi. Jest dążeniem do bycia kimś lepszym od innych. Jest leczeniem własnych kompleksów. A czyż nie lepiej skupić się na poszukiwaniu wartości wewnątrz nas samych? Jestem przekonana, że gdy przestaniemy patrzeć na siebie z perspektywy innych, zaakceptujemy siebie, przestaniemy krytykować, zakładać i szufladkować, to nie będziemy musieli być dowartościowywani przez poniżanie innych.

Podziel się:

Poprzedni wpis
Poznaj Julkę i Szpulkę – niezwykłych detektywów
Następny wpis
Przedszkolak da radę!

1 Komentarz.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Wymagane jest wypełnienie tego pola.
Wymagane jest wypełnienie tego pola.
Proszę wprowadzić prawidłowy adres e-mail.

Menu